Jeszcze kilka lat temu, kiedy w serwisach informacyjnych przy okazji doniesień z Japonii na ekranie pojawiał się tłum ludzi w maseczkach higienicznych, na twarzach większości z nas natychmiast pojawiał się pobłażliwy uśmieszek. „W głowach im się poprzewracało” – dało się słyszeć z odleglejszych części kanapy, zajmowanej przez seniora rodu. Dzisiaj złowrogiego wpływu smogu już nikt nie neguje, a krakowskie czy warszawskie sklepy sportowe wyprzedają ostatnie zapasy masek ochronnych z filtrami powietrza. Czy podobnie będzie w przypadku smogu elektromagnetycznego?

Prąd uczula?

Zasadność istnienia tego pojęcia nie została potwierdzona wiarygodnymi badaniami, ale powiększająca się z roku na rok liczba osób, skarżących się na dolegliwości spowodowane obcowaniem z urządzeniami emitującymi fale elektro-magnetyczne, stale się powiększa. „Elektro zanieczyszczenia” emituje zdaniem specjalistów większość urządzeń podłączanych do prądu.

Ciągłe przebywanie w polu promieniowania wywołuje tzw. „nadwrażliwość elektromagnetyczną”, rodzaj alergii, której objawy zdaniem chorych, skutecznie utrudniają codzienne funkcjonowanie. Bóle głowy, nudności, przemęczenie, apatia – to tylko kilka problemów z jakimi zmagają się osoby uczulone na „nowoczesność”. Jedynym lekarstwem jest rezygnacja z wszelkich zdobyczy techniki – telefonów komórkowych, komputerów, suszarek do włosów, tosterów, a nawet… lamp. Osoby cierpiące na ten specyficzny rodzaj alergii starają się jak najbardziej odciąć od cywilizacji. Jeśli mają taką możliwość, przeprowadzają się na wieś, a jeśli muszą pozostać w mieście, ściany mieszkań zabezpieczają folią aluminiową chroniącą przed przenikaniem promieniowania z urządzeń, którymi posługują się sąsiedzi.

smog_elektromagnetyczny_02

Elektrofobia

Wobec możliwości, jakie daje najnowsza technologia, nie mówiąc już o poczciwym wynalazku Edisona, czyli żarówce, konieczność powrotu do „wieków ciemnych” wydaje się porównywalna z zesłaniem na bezludną wyspę. I to dobrowolnym – przynajmniej zdaniem niektórych naukowców. Większość z nich podziela bowiem opinię, że nadwrażliwości elektromagnetycznej bliżej niż do alergii jest raczej do fobii.

Lekarze podpowiadają, że przypadłość tę wywołuje efekt nocebo, czyli odkrywania w sobie symptomów choroby w wyniku sugestii płynących z zewnątrz, na przykład poprzez media. Kiedy czytamy więc, że przebywanie w polu „rażenia” świetlówek może negatywnie odbić się na naszym zdrowiu… tak też się dzieje.

Jak na razie więc dylemat: wierzyć w istnienie elektromagnetycznego smogu czy nie jest porównywalny z wiarą w smoka wawelskiego – możliwość weryfikacji płynącego z ich strony zagrożenia jest mniej więcej podobna. Wstrzymajmy się więc jeszcze chwilę przed zamianą wszystkich domowych lamp na świeczki, a komputerów i tabletów na maszyny do pisania i gliniane tabliczki.

 

Zobacz: