Właściwie bardziej trafnym stwierdzeniem byłoby: Pluton jest największa lampą-lava w kosmosie. Jak wynika bowiem ze zdjęć wykonanych przez sondę New Horizons, która jako pierwsza w historii ludzkości zbliżyła się do powierzchni planety na tyle, aby wykonać wysokiej jakości zdjęcia, procesy zachodzące w sercu Plutona przypominają mechanizm działania popularnego gadżetu.

Hipnotyzujące właściwości lampy-lava znają chyba wszyscy, którym choć raz zdarzyło się zagapić na pływające leniwie bąble żelowej cieczy zamknięte w podświetlanym stożku. Wbudowana w podstawę żarówka podświetla „butlę”, w której znajdują się dwa rodzaje cieczy: oleju mineralnego i parafiny. Po zapaleniu światła znajdujący się na dnie wosk podgrzewa się. Po osiągnięciu temperatury 60 stopni zaczyna się dzielić i dryfować w górę lampy. W teorii konstrukcja lampy-lava nie powinna więc nastręczać trudności, okazuje się jednak, że jak w przypadkach wielu receptur, najważniejsze są proporcje. Te z kolei są pilnie strzeżone przez patent zgłoszony 1964 roku przez Anglika – Edwarda Cravena Walkera.

Walker nie mógł przewidzieć, że ponad 50 lat później naukowcy porównają procesy zachodzące na na innej planecie naszego układu słonecznego do mechanizmu działania wynalezionej przez niego lampy. Z drugiej strony, nazwa handlowa lampy-lava to „Astro”, co chcąc nie chcąc, z kosmosem się kojarzy. Przypadek? Pewnie tak. Faktem jest, że zdaniem naukowców z NASA, zarówno „bąble” w lampie, jak i powierzchnia Plutona, kształtują się w wyniku konwekcji, czyli ruchów wywołanych różnicą temperatur poszczególnych składników – w tym przypadku poszycia planety.

Jak twierdzi kierujący zespołem geologów NASA Jeff Moore, potwierdzenie genezy równin położonych w sercu Plutona jest niezwykle trudne. Na razie, oprócz hipotezy bazującej na lampie-lava, naukowcy wymyślili nazwę nowego regionu – lodowe pola określane są roboczo mianem „Równin Sputnika”.

lampa_lava

Zobacz: